sobota, 21 września 2013

Rozdział 3

*Jessica*

-Dziękuję, uratowałaś mnie.

-To nic wielkiego. Naprawdę. Kto to był?- zapytałam.

-To Jesse Miller, szkolny osiłek. Jest bardzo popularny. Dziewczyny się za nim uganiają, a on myśli, że może mieć każdą.- Quinn nadal była przestraszona, ale powoli odzyskiwała mowę.

-Co mu takiego zrobiłaś? No wiesz...że próbował cię zmusić...-

-Chciał się ze mną umówić... a ja odmówiłam.

- A to dupek!- prawie krzyknęłam. Teraz to ja byłam w szoku. Jak można coś takiego zrobić dziewczynie? I to jeszcze za coś co ma tak małe znaczenie.

- Która godzina?- Quinn próbowała zmienić temat.

-Am..- spojrzałam na zegarek. - Jest szesnasta piętnaście.

- Pięknie. Autobus mi odjechał.

-Jak chcesz mogę cię podwieźć.

-Naprawdę? Dziękuję

-To żaden kłopot, choć.

 Moja nowa koleżanka okazała się naprawdę miła, ale przez to, że była bardzo nieśmiała, nie miała wielu przyjaciół i znajomych. Gdy wyszłyśmy ze szkoły, zobaczyłam, że na parkingu stoi tylko mój samochód i jakiś motor. Oczywiście ,jak to ja, w mojej wielkiej torebce zgubiłam kluczyki od auta. Podczas gdy znowu wyjmowałam z torby zupełnie nieprzydatne rzeczy, które nie wiadomo po co zajmują mi tam miejsce, zobaczyłam Zayn'a, który wychodził ze szkoły. Pojęcia nie mam dlaczego on tak na mnie działał. Chyba nie byłam zakochana. Przecież ja go nie znam. Poza tym to zawsze chłopaki o mnie zabiegali, a nie na odwrót. Jedno było pewne. Nie jest mi obojętny. Nie umiem tego sprecyzować. Tak jest. Po prostu.  Tylko dlaczego za każdym kiedy go widzę nie mogę oderwać od niego wzroku? Było w nim coś niebezpiecznego, coś co przyciągało mnie do niego jak magnes. Patrzyłam jak wsiada na motor i jak odjeżdża. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że kompletnie się wyłączyłam.

- Przepraszam, Quinn. Zamyśliłam się.- Powiedziałam wznawiając poszukiwania kluczyków.

-Nic nie szkodzi. Patrzyłaś na Malika. Podoba ci się?

-Nie... skąd.- W czasie kiedy to mówiłam znalazłam to czego szukałam i otworzyłam pojazd.

-Uważaj na niego Jessie- powiedziała cicho dziewczyna i usiadła na fotelu pasażera.

Nawet nie pytałam dlaczego, bo wiedziałam, że jeśli Kennedy nie powiedziała mi nic na jego temat, to przestraszona, nieśmiała dziewczyna którą dopiero co ktoś próbował zgwałcić, raczej też tego nie zrobi. Jadąc bezmyślnie wykonywałam polecenia koleżanki jak dojechać do jej domu. Myślałam o tym chłopaku.

-Nie! Stop!- pomyślałam. Jesteś Jessica Marie Brown i nigdy nie starasz się o chłopców, to oni mają starać się o ciebie. Masz swoją godność i  nie będziesz myśleć o kimś kto ma cię w dupie. Jeśli by mu zależało to by się odezwał.

-To mój dom. Zatrzymaj się. - Quinn wyrwała mnie z rozmyśleń.

-Ok...

-Naprawdę bardzo ci dziękuję. Za wszystko. -powiedziała uśmiechnięta, odpinając pas.

-Proszę. Do jutra!

-Do jutra.

Szybko dotarłam do mojego domu, ponieważ dziewczyna mieszkała na tym samym osiedlu tylko 3 przecznice dalej. Weszłam do domu, potem po schodach do mojego pokoju wzięłam laptopa i usiadłam na parapecie. Wyjrzałam przez okno i zamarłam. Przed domem na przeciwko stał zaparkowany motor Zayn'a.

-Nie...nie. To niemożliwe. Na pewno nie. Przecież dużo ludzi ma takie same pojazdy, prawda? Przecież to niedorzeczne żeby moim sąsiadem był akurat on.- uwierzyłam sobie. Wierzyłam w to przez piękne pięć minut, dopóki na podjazd tego domu nie uszedł niejaki Malik. Wsiadł na motocykl i odjechał. Serce zaczęło mi walić tak mocno jak jeszcze  nigdy. Teraz znienawidziłam to miasto jeszcze bardziej.

Postanowiłam więcej o tym nie myśleć. Odrobiłam lekcje najlepiej jak tylko potrafiłam i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Rozczesałam włosy (co nie było takie łatwe biorąc pod uwagę, że są kręcone) i poszłam spać.

*****

Wstałam. Udało mi się jakoś oderwać od cieplutkiego łóżka, z miłą kołderką i kocykiem. Znowu musiałam wrócić ze wspaniałego świata snów do zwykłej, szarej, zachmurzonej Anglii. Wyjrzałam przez okno. Było pochmurnie. 

-Dlaczego mnie to nie dziwi?- pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. 

Poszłam do garderoby i wybrałam dość dużą (ale nie ogromną) szarą nierozpinaną bluzę z fioletowymi i turkusowymi napisami, ciemne specjalnie podarte z przodu jeansy rurki, i skórzane, brązowe kozaki na wysokim obcasie. Do tego turkusowy naszyjnik. Można byłoby powiedzieć, ze te rzeczy do siebie nie pasują, ale moim zdaniem całość wyglądała naprawdę stylowo. Włosy zostawiłam rozpuszczone. A co! Spojrzałam na plan lekcji i do dużej brązowej torby spakowałam książki które tego dnia będą mi potrzebne. Oczywiście nie miałam czasu zrobić sobie śniadania. więc wzięłam z lodówki pitny jogurt i popędziłam do szkoły. Zaparkowałam samochód na powoli zapełniającym się parkingu i poszłam do klasy matematycznej (bo dzisiaj pierwszą miałam matematykę). Wchodząc do klasy zauważyłam siedzącą samotnie Quinn. Szybko do niej podeszłam.

-Cześć Quinn. Mogę się dosiąść?-zapytałam z szerokim uśmiechem

-Cześć. Pewnie, że możesz.- odpowiedziała z też się przyjaźnie uśmiechając

Nie było wiele czasu na rozmowy bo do klasy weszła młoda uśmiechnięta nauczycielka i zaczęła lekcje. Lubiłam matematykę. Moi rówieśnicy uważali ją za niezwykle nudny przedmiot ale mi wydawała się ciekawa. Jest trochę jak układanka. Wszystko musi pasować, żeby uzyskać dobry efekt. Wszystkie cyfry, kreski i kropki muszą być na swoim miejscu. Po dwóch minutach do klasy wszedł Zayn. Miał nieułożone włosy, ale tym razem postanowił się ogolić. Bez żadnego słowa wyjaśnienia, dlaczego się spóźnił, zajął miejsce za mną.

-Nawet nie przeprosisz za spóźnienie?- odezwała się nauczycielka.

-Nie.- odpowiedział krótko.

-Dziwny chłopak- pomyślałam i wróciłam do rozwiązywania zadań.

Przez całą lekcje czułam jak Malik się na mnie gapi. Może mi się tylko wydawało, ale i tak było nieprzyjemnie. Pierwszy raz w życiu modliłam się o dzwonek. Nie mogłam doczekać się przerwy na luch. Postanowiłam, że dzisiaj przycisnę Kennedy i Quinn żeby powiedziały mi wszystko co wiedzą o Mulacie. Gdy tylko zadzwonił dzwonek oznajmiający oznajmiający koniec trzeciej lekcji pobiegłam po moje przyjaciółki i razem poszłyśmy do stolika w stołówce.
-Więc... Co wiecie o niejakim Zayn'ie Malik'u?- odezwałam się głosem którego używają policjanci na przesłuchaniu.

-Jessie, co ty kombinujesz?- odezwała się lekko wystraszona Kennedy.

-Nic nie kombinuje. Po prostu chce wiedzieć dlaczego ludzie się go tak boją.

-Ok. Zayn Często wdaje się w bójki. Często przychodzi do szkoły z podbitym okiem, no i podobno ma coś wspólnego z narkotykami...- odezwała się Quinn

- I co? To tyle? Dlatego ludzie się go boją?- zapytałam się.- Na Brooklynie wszyscy tacy są. Jak bym bała się takich ludzi to w ogóle bym nie wychodziła z domu.

-To nie wszystko. Najgorzej jest jak uweźmie się na jakąś dziewczynę...- ciągnęła Quinn.

-Racja. Wszystkie które miały z nim coś wspólnego po kilku miesiącach zmieniły szkołę.- Wreszcie powiedziała coś Kennedy.

-No... A pamiętasz Katy?- Quinn była bardzo przejęta.

-Kto by nie pamiętał?- Kennedy była tak wystraszona, że ledwo co mówiła.

-Chwila... Co za Katy?- nie miałam zielonego pojęcia o czym mówiły.

- Rok temu Katy, przez miesiąc była "dziewczyną"  Zayn'a. -zaczęła Quinn.

-A raczej zabawką Zayn'a- wcięła się Kennedy.

-No nie ważne. Po miesiącu słuch o niej zaginął. Jej dom stoi pusty i nikt nie wie gdzie się podziewa.

-A nie przyszło wam do głowy, że może się przeprowadziła?- Nie bardzo wierzyłam w ich opowieść, ale mimo wszystko bałam się, ze to może być prawda.

-Nikt dokładnie nie wie jak było, ale dobrze ci radzę Jessie, nie zbliżaj się do niego. - Powiedziała Kennedy i poszła na lekcje.









czwartek, 19 września 2013

Rozdział 2

*Jessica*

   Kiedy dojechałam do szkoły o dziwo się nie denerwowałam. Lubiłam chodzić do szkoły. Zawsze byłam najlepszą uczennicą. Moja średnia była niemal perfekcyjna. No oprócz jednej czwórki w szóstej klasie w podstawówce, ale to tylko dlatego, że ta baba się na mnie uwzięła... No z resztą nieważne. Wjechałam na duży szkolny parking. Do lekcji zostało jeszcze 20 minut więc było pusto i bez problemu znalazłam miejsce. Czułam, że uczniowie którzy stoją pod szkołą patrzą na mój samochód. Miałam pieniądze, ale miałam też to szczęście, że w Nowym Jorku miałam prawdziwych przyjaciół. Teraz pozostała mi tylko nadzieja, że w Anglii ludzie nie patrzą na pieniądze tylko na charakter. Wysiadłam z samochodu, z tylnego siedzenia wzięłam torebkę oraz książki i krokiem jak z Hoollywoodzkiego filmu weszłam do szkoły. Znalazłam sekretariat i wzięłam plan lekcji oraz kod do szafki. Zanim znalazłam szafkę 437 zgubiłam się parę razy w tym wielkim budynku. Kiedy udało mi się już szczęśliwie dotrzeć, zaczęłam się mocować z zamkiem. Był stary i się zacinał ( nie to co w moim Nowym Jorku). Byłam już na skraju wytrzymałości, gdy podeszła do mnie jakaś uśmiechnięta dziewczyna. Była bardzo ładna. Miała brązowe oczy i średniej długości kasztanowe włosy

- Cześć, jestem Kennedy. Ty jesteś Jessica?- zapytała wesoło i podała mi rękę.

-Hej, miło cię poznać. Skąd znasz moje imię?

-Oh, wszyscy o tobie mówią.- odparła takim tonem jakby to nie było nic nadzwyczajnego.

- Jestem tu od 10 minut.

- Tak, ale jesteś nowa. Jesteś też Amerykanką, masz megadrogi samochód, a chłopaki uważają, że jesteś najładniejszą laską jaką widzieli.

- Naprawdę?- zapytałam się, wciąż próbując otworzyć moją szafkę.

-No raczej.- Zlitowała się nade mną, szybko wzięła mój kod i kilkoma ruchami otworzyła zamek.

-Dziękuję.

-Nie ma za co, musisz poćwiczyć. Jaką masz lekcje?

-Amm...- szybko spojrzałam na plan - fizykę z panem Jonsonem.

-To tak jak ja. Choć pójdziemy razem.

*****

 Po kilku minutach byłyśmy już w klasie. Nauczyciela jeszcze nie było, więc szybko weszłyśmy i zajęłyśmy przedostatnią ławkę. Po kilku minutach dowiedziałam się, że ja i Kennedy mamy naprawdę wiele wspólnego. Jej rodzice też są lekarzami, jej ulubiona marka to Chanel i obie uwielbiamy Frappuccino Carmel w StarBucksie. 

  Za jakiś czas wszedł niejaki pan Jonson. Wyglądał na bardzo sympatycznego człowieka. Miał około 45 lat i uśmiech od ucha do ucha. Od razu wiedziałam, ze go polubię. Cieszyłam się, że w tej marnej imitacji szkoły z zepsutymi zamkami do szafek i obskurnymi łazienkami są przynajmniej fajni nauczyciele. Pierwsza lekcja minęła mi bardzo szybko. Z resztą druga też. Przyszła pora na lunch.

- Hej, Jess idziesz ze mną? - zapytała Kennedy

-Pewnie

Pogoda była ładna, więc usiadłyśmy przy stolikach na zewnątrz. Tak nawiasem mówiąc to gdy świeciło słońce ta szkoła wcale nie wydawała się taka okropna, a nawet była całkiem fajna. Kennedy wyjęła swoją kanapkę, a ja zaczęłam jeść jabłko. Siedziałyśmy tak, rozmawiając. Przyglądałam się przechodzącym ludziom. Znacznie różnili się od tych z Nowego Jorku. Nie umiem określić czym, ale tak było. Według mojej nowej przyjaciółki ja też się wyróżniałam. Nie wiem czy naprawdę tak było, ale na pewno byłam o wiele pewniejsza siebie od Angielek. Tutaj prawie żadna nie nosiła wysokich obcasów, które dla mnie były jak druga skóra (inna rzecz, że jestem naprawdę niska). Nagle zauważyłam tego chłopaka którego wczoraj widziałam pod moim domem. Był ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, zwykłą białą bluzkę i jeansy. Patrzyłam się na niego chwilę i chyba to zauważył bo zaczął patrzeć się na mnie...

- ...no i wtedy powiedziałam mu, że zasłużyłam na tą piątkę i jeśli mu to nie pasuje to - Kennedy nagle przerwała- Jess... Jess... Jessica, czy ty mnie w ogóle słuchasz?

-Hm? - wyrwana z osłupienia nie wiedziałam o czym opowiadała. - Co powiedziałaś?

-Nieważne, zapomnij... Patrzysz się na Zayn'a?

-Kogo?

-No tego chłopaka w czarnej kurtce.

-Taa.. Powiesz mi coś o nim?

- Lepiej nie... Choć spóźnimy się na lekcje. - gdy to mówiła się bardzo przestraszona

*****

  Przez następne cztery godziny zastanawiałam się o co mogło chodzić Kennedy, kiedy mówiła ,,Lepiej nie" i dlaczego była taka przestraszona. Nie dane było mi się tego dzisiaj dowiedzieć, ponieważ dzisiaj nie miałam już z nią żadnej lekcji, a potem musiała iść do lekarza więc do końca dnia jej nie widziałam. Po skończonych lekcjach podeszłam do mojej szafki i bez trudu ją otworzyłam.

-Hm... chyba szybko się uczę- Pomyślałam. i włożyłam do środka moje książki.

Byłam w jakimś dziwnym nastroju. Byłam dziwnie szczęśliwa i wesoła. Szybkim krokiem przechodziłam przez prawie pustą już szkołę w kierunku parkingu. 

Nagle usłyszałam jakieś zduszone krzyki. Dobiegały z jednego z bocznych korytarzy. Ponieważ nie bardzo znałam budynek trochę czasu zajęło mi zlokalizowanie odgłosów. Wreszcie się udało. Zobaczyłam jak jakaś drobna, dziewczyna próbuje wyrwać się jakiemuś napakowanemu chłopakowi. Nie za bardzo się na tym znam, ale on chyba próbował ją zgwałcić. Nie wiele myśląc, pewnym krokiem podeszłam do nich i zaczęłam odpychać go od ofiary. Udało mi się. Stanął naprzeciwko nas i zamruczał:

- Pięknie, będą dwie za jednym zamachem. - Dziewczyna którą ,,uratowałam" była naprawdę przerażona. Ale mnie nie tak łatwo przestraszyć. Może to dlatego, że kiedyś ćwiczyłam sztuki walki?

-Na twoim miejscu, nawet bym nie próbowała.- Odpowiedziałam spokojnym głosem.

-Taka odważna?- Chłopak nie dawał za wygraną. W jednej chwili kulił się z bulu. Nawet nie wiem w co go kopnęłam, ale byłam z siebie dumna. 

-Zmiataj z tond!- Powiedziałam. Byłam opanowana

-Ale....

-Już!

Szczerze mówiąc to nie zdawałam sobie sprawy z tego co robię. Chłopak posłusznie odszedł, a ja spojrzałam na drobną dziewczynę. Nadal wyglądała na przerażoną. Stała pod ścianą i nie mogła wydusić z siebie słowa. Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Była niska i drobna. Jej blond włosy sięgały do ramion i były przytrzymane cienką opaską. Ubrana była w zwiewną różową sukienkę.

- Tak to robimy w Nowym Jorku. Jestem Jessica.- Powiedziałam i podałam jej rękę.

-Quinn

-Nazywasz się Quinn? To oryginalne imię.- powiedziałam najmilej jak potrafiłam. Dziewczyna nadal była w szoku. Może niepotrzebnie to powiedziałam?- Oryginalne, ale ładne. - Szybko dodałam.

-Uratowałaś mnie. Dziękuję.








Rozdział 1

 *Jessica*

  Co za okropne miasteczko. Właśnie jadę samochodem z moimi rodzicami. Przeprowadzam się z Nowego Jorku, wielkiego miasta gdzie zawsze coś się dzieje, do małego, zapyziałego miasteczka na południu Anglii o nazwie niemożliwej do wymówienia. Z tego co czytałam to tu prawie cały czas pada, a ja wręcz nienawidzę deszczu. To będą naprawdę długie dwa lata. Tak, dobrze zrozumieliście, muszę spędzić dwa lata w tej wilgotnej dziurze. Potem skończę liceum i pójdę na studia. Wybrałam New York University. To dobra uczelnia, jedna z największych w USA, a co najważniejsze jest w Nowym Jorku. A, no właśnie! Nie przedstawiłam się. Jestem Jessica Brown, ale wszyscy mówią do mnie Jess albo Jessie. Mam 17 lat, a ponieważ przeskoczyłam jedną klasę jestem o rok młodsza od moich kolegów z klasy. Przeprowadzam się do Anglii, bo tata, który jest chirurgiem plastycznym dostał tu posadę. Nie wiem czemu ją przyjął. Przecież w Ameryce mało nie zarabiał. Wręcz przeciwnie, zarabiał mnóstwo pieniędzy (swoją drogą, nieprawdopodobne jak zdesperowane są kobiety, żeby tyle płacić za wygląd). Mieliśmy wielki, kilkupiętrowy apartament na Manhatanie, a teraz będziemy mieszkać w, jak to powiedziała moja mama ,, w dużym i przytulnym domu w małym spokojnym miasteczku" (miasteczko nie było takie małe, ale w porównaniu do poprzedniego miejsca zamieszkania to kruszyna). W ogóle co to ma znaczyć ,, duży i przytulny dom"? To tak jakby rodzice chcieli udawać, że chociaż trochę zależy im na rodzinie. Nie zrozumcie mnie źle. Mama i tata bardzo mnie kochają, a ja kocham ich, ale prawie cały czas spędzają w pracy. Ich sposób wyrażania miłości do mnie to spełnianie wszystkich moich zachcianek. Pasuje mi to. 
 
Wjeżdżamy do dość ładnej dzielnicy, eleganckich domów. Skręcamy w lewo, potem dwa razy w prawo i zatrzymujemy się. Wyglądam przez okno i widzę dość fajny dom. Jeżeli mam spędzić dwa lata w Anglii to prawie cieszę się, że w tym domu. Mama otwiera drzwi i moim oczom ukazuje się wielka przestrzeń. Po lewej stronie duży salon, na środku białe schody, a po prawej ogromna kuchnia z jadalnią. Pomimo tego jak olbrzymi jest dom, naprawdę wydaje się ,,przytulny". Wchodzę po schodach. Idę do pierwszego, lepszego pokoju. Jest kwadratowy i duży. Ma okno od strony ulicy. Pod oknem parapet na którym można położyć poduszki i siedzieć godzinami, zastanawiając się nad wszystkim. Na ścianie, naprzeciwko wejścia jest jezcze para drzwi. Jedne prowadzą do łazienki, a drugie do ogromnej garderoby.

-To musi być pokój dla mnie- mówię sama do siebie. - Tata przecież wie, że muszę gdzieś zmieścić moje buty od Chanel, torebki Louis Vuitton i ubrania od Prady i Armani'ego. Tak... Chyba jednak jestem rozpieszczona... ale mówi się trudno. Rodzice mnie tak wychowali.

Z rozmyślań wyrywa mnie głośny warkot silnika. Patrzę przez okno i widzę JEGO. Mulat z czarnymi włosami i czekoladowymi, dużymi oczami. Może być w moim wieku ale kilkudniowy zarost dodaje mu lat. To zdecydowanie najpiękniejszy chłopak jakiego w życiu widziałam. Patrzy w w kierunku mojego okna. Zauważa mnie. Przez ułamek sekundy patrzymy sobie w oczy, ale potem przychodzi moja mama i każe mi zejść na dół, bo ludzie od przeprowadzek przyjechali i muszę im pokazać gdzie ustawić moje meble. Wracam do szarej rzeczywistości. Pokazuję gdzie postawić łóżko, biurko i parę innych rzeczy. Meble są słodkie i nowoczesne zarazem. Stoję na środku pokoju i rozglądam się do pokoju. Ładnie... ale czegoś brakuje. Niedługo go jakoś ozdobię. Dodam poduszki, powieszę mnóstwo zdjęć no i oczywiście przyniosę pluszaki. Niektórzy ludzie uważają, że jestem na to za stara, ale co mi tam, kocham moje pluszaki. Lepiej się położę, jutro szkoła. Pierwszy dnień w nowej szkole. Wszyscy się będą znali, przecież to druga klasa, ale się nie denerwuje. Zawszę umiem sobie jakoś poradzić, po prostu muszę być sobą.

****

-Kochanie, wstawaj - mama woła mnie mnie z dołu.

-Zaraz zejdę, mamo - odpowiadam i niechętnie osuwam się z łóżka na podłogę.

 Powoli wstaję i idę do łazienki. Przeglądam się w lustrze. Nie ukrywam, naprawdę lubię swój wygląd. Może nawet jestem trochę zadufana w sobie. Mam kręcone włosy do pasa, w kolorze ciemnego blondu, duże zielone oczy, ładne usta i dość duży, ale kształtny nos. Lubię go, dzięki niemu nie wyglądam jak lalka Barbie ale jak dziewczyna z charakterem. Poza tym pasuje do mojej twarzy. Idę do garderoby, zakładam obcisłą, bluzkę z białej koronki, z rękawami do łokci, na nią krótką, błękitną tunikę rzymiankę do tego ciemne, megaobcisłe, jeansowe rurki i brązowe kozaki do kolan na wysokim obcasie. Dla ozdoby jeszcze kilka naszyjników i bransoletek w odcieniach brązu i jestem gotowa. Wychodząc, w pośpiechu biorę jabłko i wkładam je do dużej brązowej torebki. Zamykam dom i wsiadam do mojego wiśniowego porsche carrera. Jadę do nowej szkoły.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na początku to, cześć! Jestem Ola i mam nadzieje, ze spodoba wam się mój blog.  Ale po kolei :

1. Blog może być trochę podobny do bloga #Trouble ale to dlatego, że się nim inspiruje, no i spójrzmy prawdzie w oczy, wszystkie blogi o Zayn'ie są podobne

2. Jeśli przeczytałeś/aś ten rozdział i ci się spodobał to zostaw komentarz, albo coś, bo jeśli moje wypociny będzie czytać jedna osoba to nie ma sensu pisać, więc jeśli wam się podoba to mówcie znajomym i w ogóle bo może chociaż dwóm osobą się spodoba. 

3. Postaram się pisać dłuższe rozdziały, no ale rozumiecie to mój pierwszy FanFiction i się rozkręcam

4. Jeśli robicie szablony to napiszcie, no bo widzicie, że jakieś fajne tło się przyda, a ja takich rzeczy robić nie umiem

5. Właśnie, i jeszcze jak macie jakiś pomysł na nazwę bloga to piszcie, bo ta chyba nie jest chwytliwa


I jeszcze raz powiem że mam nadzieje, że ktoś to będzie czytał i że za każdy komentarz jestem wdzięczna