sobota, 21 września 2013

Rozdział 3

*Jessica*

-Dziękuję, uratowałaś mnie.

-To nic wielkiego. Naprawdę. Kto to był?- zapytałam.

-To Jesse Miller, szkolny osiłek. Jest bardzo popularny. Dziewczyny się za nim uganiają, a on myśli, że może mieć każdą.- Quinn nadal była przestraszona, ale powoli odzyskiwała mowę.

-Co mu takiego zrobiłaś? No wiesz...że próbował cię zmusić...-

-Chciał się ze mną umówić... a ja odmówiłam.

- A to dupek!- prawie krzyknęłam. Teraz to ja byłam w szoku. Jak można coś takiego zrobić dziewczynie? I to jeszcze za coś co ma tak małe znaczenie.

- Która godzina?- Quinn próbowała zmienić temat.

-Am..- spojrzałam na zegarek. - Jest szesnasta piętnaście.

- Pięknie. Autobus mi odjechał.

-Jak chcesz mogę cię podwieźć.

-Naprawdę? Dziękuję

-To żaden kłopot, choć.

 Moja nowa koleżanka okazała się naprawdę miła, ale przez to, że była bardzo nieśmiała, nie miała wielu przyjaciół i znajomych. Gdy wyszłyśmy ze szkoły, zobaczyłam, że na parkingu stoi tylko mój samochód i jakiś motor. Oczywiście ,jak to ja, w mojej wielkiej torebce zgubiłam kluczyki od auta. Podczas gdy znowu wyjmowałam z torby zupełnie nieprzydatne rzeczy, które nie wiadomo po co zajmują mi tam miejsce, zobaczyłam Zayn'a, który wychodził ze szkoły. Pojęcia nie mam dlaczego on tak na mnie działał. Chyba nie byłam zakochana. Przecież ja go nie znam. Poza tym to zawsze chłopaki o mnie zabiegali, a nie na odwrót. Jedno było pewne. Nie jest mi obojętny. Nie umiem tego sprecyzować. Tak jest. Po prostu.  Tylko dlaczego za każdym kiedy go widzę nie mogę oderwać od niego wzroku? Było w nim coś niebezpiecznego, coś co przyciągało mnie do niego jak magnes. Patrzyłam jak wsiada na motor i jak odjeżdża. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że kompletnie się wyłączyłam.

- Przepraszam, Quinn. Zamyśliłam się.- Powiedziałam wznawiając poszukiwania kluczyków.

-Nic nie szkodzi. Patrzyłaś na Malika. Podoba ci się?

-Nie... skąd.- W czasie kiedy to mówiłam znalazłam to czego szukałam i otworzyłam pojazd.

-Uważaj na niego Jessie- powiedziała cicho dziewczyna i usiadła na fotelu pasażera.

Nawet nie pytałam dlaczego, bo wiedziałam, że jeśli Kennedy nie powiedziała mi nic na jego temat, to przestraszona, nieśmiała dziewczyna którą dopiero co ktoś próbował zgwałcić, raczej też tego nie zrobi. Jadąc bezmyślnie wykonywałam polecenia koleżanki jak dojechać do jej domu. Myślałam o tym chłopaku.

-Nie! Stop!- pomyślałam. Jesteś Jessica Marie Brown i nigdy nie starasz się o chłopców, to oni mają starać się o ciebie. Masz swoją godność i  nie będziesz myśleć o kimś kto ma cię w dupie. Jeśli by mu zależało to by się odezwał.

-To mój dom. Zatrzymaj się. - Quinn wyrwała mnie z rozmyśleń.

-Ok...

-Naprawdę bardzo ci dziękuję. Za wszystko. -powiedziała uśmiechnięta, odpinając pas.

-Proszę. Do jutra!

-Do jutra.

Szybko dotarłam do mojego domu, ponieważ dziewczyna mieszkała na tym samym osiedlu tylko 3 przecznice dalej. Weszłam do domu, potem po schodach do mojego pokoju wzięłam laptopa i usiadłam na parapecie. Wyjrzałam przez okno i zamarłam. Przed domem na przeciwko stał zaparkowany motor Zayn'a.

-Nie...nie. To niemożliwe. Na pewno nie. Przecież dużo ludzi ma takie same pojazdy, prawda? Przecież to niedorzeczne żeby moim sąsiadem był akurat on.- uwierzyłam sobie. Wierzyłam w to przez piękne pięć minut, dopóki na podjazd tego domu nie uszedł niejaki Malik. Wsiadł na motocykl i odjechał. Serce zaczęło mi walić tak mocno jak jeszcze  nigdy. Teraz znienawidziłam to miasto jeszcze bardziej.

Postanowiłam więcej o tym nie myśleć. Odrobiłam lekcje najlepiej jak tylko potrafiłam i poszłam do łazienki. Wzięłam ciepły prysznic. Rozczesałam włosy (co nie było takie łatwe biorąc pod uwagę, że są kręcone) i poszłam spać.

*****

Wstałam. Udało mi się jakoś oderwać od cieplutkiego łóżka, z miłą kołderką i kocykiem. Znowu musiałam wrócić ze wspaniałego świata snów do zwykłej, szarej, zachmurzonej Anglii. Wyjrzałam przez okno. Było pochmurnie. 

-Dlaczego mnie to nie dziwi?- pomyślałam i uśmiechnęłam się do siebie. 

Poszłam do garderoby i wybrałam dość dużą (ale nie ogromną) szarą nierozpinaną bluzę z fioletowymi i turkusowymi napisami, ciemne specjalnie podarte z przodu jeansy rurki, i skórzane, brązowe kozaki na wysokim obcasie. Do tego turkusowy naszyjnik. Można byłoby powiedzieć, ze te rzeczy do siebie nie pasują, ale moim zdaniem całość wyglądała naprawdę stylowo. Włosy zostawiłam rozpuszczone. A co! Spojrzałam na plan lekcji i do dużej brązowej torby spakowałam książki które tego dnia będą mi potrzebne. Oczywiście nie miałam czasu zrobić sobie śniadania. więc wzięłam z lodówki pitny jogurt i popędziłam do szkoły. Zaparkowałam samochód na powoli zapełniającym się parkingu i poszłam do klasy matematycznej (bo dzisiaj pierwszą miałam matematykę). Wchodząc do klasy zauważyłam siedzącą samotnie Quinn. Szybko do niej podeszłam.

-Cześć Quinn. Mogę się dosiąść?-zapytałam z szerokim uśmiechem

-Cześć. Pewnie, że możesz.- odpowiedziała z też się przyjaźnie uśmiechając

Nie było wiele czasu na rozmowy bo do klasy weszła młoda uśmiechnięta nauczycielka i zaczęła lekcje. Lubiłam matematykę. Moi rówieśnicy uważali ją za niezwykle nudny przedmiot ale mi wydawała się ciekawa. Jest trochę jak układanka. Wszystko musi pasować, żeby uzyskać dobry efekt. Wszystkie cyfry, kreski i kropki muszą być na swoim miejscu. Po dwóch minutach do klasy wszedł Zayn. Miał nieułożone włosy, ale tym razem postanowił się ogolić. Bez żadnego słowa wyjaśnienia, dlaczego się spóźnił, zajął miejsce za mną.

-Nawet nie przeprosisz za spóźnienie?- odezwała się nauczycielka.

-Nie.- odpowiedział krótko.

-Dziwny chłopak- pomyślałam i wróciłam do rozwiązywania zadań.

Przez całą lekcje czułam jak Malik się na mnie gapi. Może mi się tylko wydawało, ale i tak było nieprzyjemnie. Pierwszy raz w życiu modliłam się o dzwonek. Nie mogłam doczekać się przerwy na luch. Postanowiłam, że dzisiaj przycisnę Kennedy i Quinn żeby powiedziały mi wszystko co wiedzą o Mulacie. Gdy tylko zadzwonił dzwonek oznajmiający oznajmiający koniec trzeciej lekcji pobiegłam po moje przyjaciółki i razem poszłyśmy do stolika w stołówce.
-Więc... Co wiecie o niejakim Zayn'ie Malik'u?- odezwałam się głosem którego używają policjanci na przesłuchaniu.

-Jessie, co ty kombinujesz?- odezwała się lekko wystraszona Kennedy.

-Nic nie kombinuje. Po prostu chce wiedzieć dlaczego ludzie się go tak boją.

-Ok. Zayn Często wdaje się w bójki. Często przychodzi do szkoły z podbitym okiem, no i podobno ma coś wspólnego z narkotykami...- odezwała się Quinn

- I co? To tyle? Dlatego ludzie się go boją?- zapytałam się.- Na Brooklynie wszyscy tacy są. Jak bym bała się takich ludzi to w ogóle bym nie wychodziła z domu.

-To nie wszystko. Najgorzej jest jak uweźmie się na jakąś dziewczynę...- ciągnęła Quinn.

-Racja. Wszystkie które miały z nim coś wspólnego po kilku miesiącach zmieniły szkołę.- Wreszcie powiedziała coś Kennedy.

-No... A pamiętasz Katy?- Quinn była bardzo przejęta.

-Kto by nie pamiętał?- Kennedy była tak wystraszona, że ledwo co mówiła.

-Chwila... Co za Katy?- nie miałam zielonego pojęcia o czym mówiły.

- Rok temu Katy, przez miesiąc była "dziewczyną"  Zayn'a. -zaczęła Quinn.

-A raczej zabawką Zayn'a- wcięła się Kennedy.

-No nie ważne. Po miesiącu słuch o niej zaginął. Jej dom stoi pusty i nikt nie wie gdzie się podziewa.

-A nie przyszło wam do głowy, że może się przeprowadziła?- Nie bardzo wierzyłam w ich opowieść, ale mimo wszystko bałam się, ze to może być prawda.

-Nikt dokładnie nie wie jak było, ale dobrze ci radzę Jessie, nie zbliżaj się do niego. - Powiedziała Kennedy i poszła na lekcje.









5 komentarzy:

  1. Fajny rozdział. Miło sie czytało bez żadnych błędów czy powtórzeń. Z przyjemnoscią cofnę się do poprzednich
    Obserwuje <3
    http://rose-in-the-dark.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. O Boże jakie fajne :D Ten strach tych 2 dziewczyn jest taki... No po prostu świetny. :) Czekam na next.

    po-prostu-kim-kolwiek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Super czekam na następny :D i zapraszam do mnie
    http://moja-historia-o-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Boże wciągnełam się w to opowiadanie !!!! czekam na następny rozdział

    OdpowiedzUsuń