czwartek, 19 września 2013

Rozdział 2

*Jessica*

   Kiedy dojechałam do szkoły o dziwo się nie denerwowałam. Lubiłam chodzić do szkoły. Zawsze byłam najlepszą uczennicą. Moja średnia była niemal perfekcyjna. No oprócz jednej czwórki w szóstej klasie w podstawówce, ale to tylko dlatego, że ta baba się na mnie uwzięła... No z resztą nieważne. Wjechałam na duży szkolny parking. Do lekcji zostało jeszcze 20 minut więc było pusto i bez problemu znalazłam miejsce. Czułam, że uczniowie którzy stoją pod szkołą patrzą na mój samochód. Miałam pieniądze, ale miałam też to szczęście, że w Nowym Jorku miałam prawdziwych przyjaciół. Teraz pozostała mi tylko nadzieja, że w Anglii ludzie nie patrzą na pieniądze tylko na charakter. Wysiadłam z samochodu, z tylnego siedzenia wzięłam torebkę oraz książki i krokiem jak z Hoollywoodzkiego filmu weszłam do szkoły. Znalazłam sekretariat i wzięłam plan lekcji oraz kod do szafki. Zanim znalazłam szafkę 437 zgubiłam się parę razy w tym wielkim budynku. Kiedy udało mi się już szczęśliwie dotrzeć, zaczęłam się mocować z zamkiem. Był stary i się zacinał ( nie to co w moim Nowym Jorku). Byłam już na skraju wytrzymałości, gdy podeszła do mnie jakaś uśmiechnięta dziewczyna. Była bardzo ładna. Miała brązowe oczy i średniej długości kasztanowe włosy

- Cześć, jestem Kennedy. Ty jesteś Jessica?- zapytała wesoło i podała mi rękę.

-Hej, miło cię poznać. Skąd znasz moje imię?

-Oh, wszyscy o tobie mówią.- odparła takim tonem jakby to nie było nic nadzwyczajnego.

- Jestem tu od 10 minut.

- Tak, ale jesteś nowa. Jesteś też Amerykanką, masz megadrogi samochód, a chłopaki uważają, że jesteś najładniejszą laską jaką widzieli.

- Naprawdę?- zapytałam się, wciąż próbując otworzyć moją szafkę.

-No raczej.- Zlitowała się nade mną, szybko wzięła mój kod i kilkoma ruchami otworzyła zamek.

-Dziękuję.

-Nie ma za co, musisz poćwiczyć. Jaką masz lekcje?

-Amm...- szybko spojrzałam na plan - fizykę z panem Jonsonem.

-To tak jak ja. Choć pójdziemy razem.

*****

 Po kilku minutach byłyśmy już w klasie. Nauczyciela jeszcze nie było, więc szybko weszłyśmy i zajęłyśmy przedostatnią ławkę. Po kilku minutach dowiedziałam się, że ja i Kennedy mamy naprawdę wiele wspólnego. Jej rodzice też są lekarzami, jej ulubiona marka to Chanel i obie uwielbiamy Frappuccino Carmel w StarBucksie. 

  Za jakiś czas wszedł niejaki pan Jonson. Wyglądał na bardzo sympatycznego człowieka. Miał około 45 lat i uśmiech od ucha do ucha. Od razu wiedziałam, ze go polubię. Cieszyłam się, że w tej marnej imitacji szkoły z zepsutymi zamkami do szafek i obskurnymi łazienkami są przynajmniej fajni nauczyciele. Pierwsza lekcja minęła mi bardzo szybko. Z resztą druga też. Przyszła pora na lunch.

- Hej, Jess idziesz ze mną? - zapytała Kennedy

-Pewnie

Pogoda była ładna, więc usiadłyśmy przy stolikach na zewnątrz. Tak nawiasem mówiąc to gdy świeciło słońce ta szkoła wcale nie wydawała się taka okropna, a nawet była całkiem fajna. Kennedy wyjęła swoją kanapkę, a ja zaczęłam jeść jabłko. Siedziałyśmy tak, rozmawiając. Przyglądałam się przechodzącym ludziom. Znacznie różnili się od tych z Nowego Jorku. Nie umiem określić czym, ale tak było. Według mojej nowej przyjaciółki ja też się wyróżniałam. Nie wiem czy naprawdę tak było, ale na pewno byłam o wiele pewniejsza siebie od Angielek. Tutaj prawie żadna nie nosiła wysokich obcasów, które dla mnie były jak druga skóra (inna rzecz, że jestem naprawdę niska). Nagle zauważyłam tego chłopaka którego wczoraj widziałam pod moim domem. Był ubrany w czarną, skórzaną kurtkę, zwykłą białą bluzkę i jeansy. Patrzyłam się na niego chwilę i chyba to zauważył bo zaczął patrzeć się na mnie...

- ...no i wtedy powiedziałam mu, że zasłużyłam na tą piątkę i jeśli mu to nie pasuje to - Kennedy nagle przerwała- Jess... Jess... Jessica, czy ty mnie w ogóle słuchasz?

-Hm? - wyrwana z osłupienia nie wiedziałam o czym opowiadała. - Co powiedziałaś?

-Nieważne, zapomnij... Patrzysz się na Zayn'a?

-Kogo?

-No tego chłopaka w czarnej kurtce.

-Taa.. Powiesz mi coś o nim?

- Lepiej nie... Choć spóźnimy się na lekcje. - gdy to mówiła się bardzo przestraszona

*****

  Przez następne cztery godziny zastanawiałam się o co mogło chodzić Kennedy, kiedy mówiła ,,Lepiej nie" i dlaczego była taka przestraszona. Nie dane było mi się tego dzisiaj dowiedzieć, ponieważ dzisiaj nie miałam już z nią żadnej lekcji, a potem musiała iść do lekarza więc do końca dnia jej nie widziałam. Po skończonych lekcjach podeszłam do mojej szafki i bez trudu ją otworzyłam.

-Hm... chyba szybko się uczę- Pomyślałam. i włożyłam do środka moje książki.

Byłam w jakimś dziwnym nastroju. Byłam dziwnie szczęśliwa i wesoła. Szybkim krokiem przechodziłam przez prawie pustą już szkołę w kierunku parkingu. 

Nagle usłyszałam jakieś zduszone krzyki. Dobiegały z jednego z bocznych korytarzy. Ponieważ nie bardzo znałam budynek trochę czasu zajęło mi zlokalizowanie odgłosów. Wreszcie się udało. Zobaczyłam jak jakaś drobna, dziewczyna próbuje wyrwać się jakiemuś napakowanemu chłopakowi. Nie za bardzo się na tym znam, ale on chyba próbował ją zgwałcić. Nie wiele myśląc, pewnym krokiem podeszłam do nich i zaczęłam odpychać go od ofiary. Udało mi się. Stanął naprzeciwko nas i zamruczał:

- Pięknie, będą dwie za jednym zamachem. - Dziewczyna którą ,,uratowałam" była naprawdę przerażona. Ale mnie nie tak łatwo przestraszyć. Może to dlatego, że kiedyś ćwiczyłam sztuki walki?

-Na twoim miejscu, nawet bym nie próbowała.- Odpowiedziałam spokojnym głosem.

-Taka odważna?- Chłopak nie dawał za wygraną. W jednej chwili kulił się z bulu. Nawet nie wiem w co go kopnęłam, ale byłam z siebie dumna. 

-Zmiataj z tond!- Powiedziałam. Byłam opanowana

-Ale....

-Już!

Szczerze mówiąc to nie zdawałam sobie sprawy z tego co robię. Chłopak posłusznie odszedł, a ja spojrzałam na drobną dziewczynę. Nadal wyglądała na przerażoną. Stała pod ścianą i nie mogła wydusić z siebie słowa. Teraz mogłam się jej dokładnie przyjrzeć. Była niska i drobna. Jej blond włosy sięgały do ramion i były przytrzymane cienką opaską. Ubrana była w zwiewną różową sukienkę.

- Tak to robimy w Nowym Jorku. Jestem Jessica.- Powiedziałam i podałam jej rękę.

-Quinn

-Nazywasz się Quinn? To oryginalne imię.- powiedziałam najmilej jak potrafiłam. Dziewczyna nadal była w szoku. Może niepotrzebnie to powiedziałam?- Oryginalne, ale ładne. - Szybko dodałam.

-Uratowałaś mnie. Dziękuję.








7 komentarzy:

  1. Hej :) Bardzo podoba mi się ten rozdział. Mimo, że temat przeprowadzki, nowej szkoły etc. jest już bardzo oklepany. Twoje opowiadanie mnie wciągnęło, naprawdę. Sama się sobie dziwię, bo po pierwsze, nie przepadam za 1D, a po drugie - za oklepanymi tematami. Piszesz ładnie, ale pojawiają się błędy. Najbardziej rażącym był "z tond", zamiast "stąd".. Poza tym, pojawiają się interpunkcyjne. Czasem ich nie ma, czasem w nieodpowiednich miejscach. Nie mówię, żebym ja ich nie popełniała, ale tylko uświadamiam. Gdybyś nie miała dużo komentarzy - nie rezygnuj z pisania (jak ja to robiłam), bo ja na pewno będę Twoją stałą czytelniczką. Pozdrawiam i ściskam, Paula.

    Zapraszam do mnie:
    http://ziemia-inez.blogspot.com/
    http://urokcharm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo dziękuję za tak miły komentarz. Nawet nie wiesz jak zmotywowałaś mnie do pisania. Napewno zajże na twoje blogi.

    OdpowiedzUsuń
  3. Hej :) A więc może zacznę od tego, że ja jestem Directionerką i przyznam, że czytałam miliony blogów o nich. Ale twój jednak przykuwa uwagę. Zgadzam się z komentarzem powyżej, że ogólne tematy szkoły są już oklepane, ale twój jest fajny. Szczególnie fajnie, gdy coś opisujesz, np wtedy jak Jessica miała problemy z szafką :) To mi się bardzo podobało ;] Ogółem fajnie się czyta i tekst jest płynny. Ja również będę twoją stałą czytelniczką i zapraszam do mnie : http://po-prostu-kim-kolwiek.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Blog ma bardzo ciekawy rozwój akcji. I zgadzam się z komentarzami powyżej. Widzę, że masz bardzo ciekawy pomysł na to opowiadanie i jestem ciekawa, co wydarzy się dalej :) Jednak musisz uważać na ortografię. To jest ważne i musisz się trochę pilnować :) Ale nie zmienia to faktu, że na pewno będę to czytać :) Nie jestem Directionerką, ale również piszę o nich opowiadanie (wiem, to dziwne) Jeżeli chcesz, to zapraszam do siebie :) A jeżeli chcesz się dowiedzieć ( wątpię, że kogokolwiek to interesuje, ale powiem xD) dlaczego o nich piszę, skoro nie jestem Directionerką, to zapraszam do pierwszego posta na moim blogu :)

    http://whenever-you-kiss-him-im-breaking.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S. Szkoda, że nie masz opcji "obserwatorów" bo z chęcią bym Cię dodała :)

      Usuń
  5. całkiem nieźle :) robisz błędy, np. pisze się "stąd" a nie "z tond" ;) ale to kwestia poprawienia, czytania książek itp. ;)

    PS. Wpadniesz do mnie? http://my-cold-death.blogspot.com/ Zapraszam :)
    Pozdrawiam,
    Weronika

    OdpowiedzUsuń
  6. super czekam na następny i jestem ciekawa co będzie dalej . *.*
    Zapraszam do mnie :
    http://moja-historia-o-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń